Wyjaśnienie zagadki Andrzeja

Sprawa miała miejsce A.D. 1953 gdy narodził się mój „biologiczny ojciec”-fader. Była to kwestia nazwania go imieniem. Jego „biologiczny ojciec” zgłosił go do Urzędu w Dzierżoniowie z imieniem Bronisław. A.D. 1954 miał miejsce chrzest w kościele rzymsko-katolickim na parafii w Goli (Dzierżoniowskiej), Gilowie lub Gólinowie lub Gulinowie. Na chrzcie który prowadził „ks.” Piotr Łącki nie znalazł się jego ojciec imieniem Jan, tylko matka – Bronisława z.d. Brzezińska oraz rodzice chrzestni Korczyński Kazimierz i Żyła. Ojciec kazał nazwać syna Bronek, co rozumiało się raczej, że nie Bronek tylko Bronisław, jednak mogło być powiedziane „Bronek” – coś w rodzaju „Bronek mu daj” albo „Niech będzie Bronek”. Podczas ceremonii chrztu doszło prawdopodobnie do cudu transcendentnego, podczas którego nastąpił przebłysk świadomości i zrozumienia absurdalności sytuacji. Owocem tego było iż młodemu chrzczonemu nadano tam imię nie tylko Bronisław ale i jako drugie Andrzej, jednak które to drugie imię Andrzej nie zostało zapisane w księdze, a jedynie i aż powtórzone słownie.

Co się tam stało? Prawdopodobnie nastąpił przebłysk świadomości, że ta cała katolickość to szopka i że należy to pierdolić, ale skoro już się tam jest, to niech się odbędzie, ale dla zaznaczenia absurdalności sytuacji powiedziano i powtórzono dwa dające absurd imiona. Prawdopodobnie ksiądz Piotr Łącki i wszyscy w konstelacji dostali przebłysku sensu i znaczenia katolicyzmy, święceń kapłańskich – że to bal przebierańców, zabawa – nic poważnego, względem zdrowego umysłu i dlatego wbrew porządkowi nadano drugie sprzeczne wobec pierwszego imię Andrzej i celowo nie zapisano go. Było to prawdopodobnie niesione przez oczywistą oczywistość i konsensus, który nawet nie wymagał tłumaczenia się. O tym, że już wcześniej było zrozumienie, że „to szopka” świadczyć też możę to, że ojciec małego chrzczonego na tej ceremonii nie pojawił się, albowiem wg. wspomnień Bronisławy -„pilnował gości” – to znaczyć może, że miał ważniejsze sprawy niż chrzest jego potomka.

To, że w księdze chrztów jest zapis o tylko jednym imieniu jest pewne, bo zostało to sprawdzone przez obecnego proboszcza Grzegorza Jakuszewskiego i przekazane podczas rozmowy telefonicznej dnia ……

Prawdopodobnie ojciec młodego – Jan – traktował wówczas kościół katolicki jako coś niezbyt poważnego, coś co się akceptuje, że baby sobie pośpiewają, odbębni się to”. Prawdopodobnie ani kler katolicki ani lud niby wierzący nie rozumieli tego co robili, nie traktowali tego z rozwagą – wiedząc co robią i dlaczego, tylko odgrywali swoim życiem szopkę uznając że w tym co robią „coś jest”. Jednak ten długoczasowy uległ przerwaniu właśnie w momencie chrztu, gdzie obudził się zdrowy rozsądek i coś na co wcześniej było przyzwalanie – tzn. było w stanie półtrwania zostało spolaryzowane z jednego z biegunów, tzn. przestano mieć jakiekolwiek wątpliwości. Znamienne jest, że gdyby cała sytuacja katolicyzmy miała zostać wówczas uznana za szopkę, to do chrztu najpewniej w ogóle by nie doszło, bo zostałoby to wszystko wyśmiane, jednak ceremonia odbyła się a możliwe że jedyne co nie zostało potraktowane w pełną powagą to księgi z zapisami chrztów – albo nawet piśmiennictwo łącznie z alfabetem, formą zapisu.

Efektem tego Bronisław – Andrzej w późniejszym swoim życiu kpił ze wszystkiego i ze wszystkich a do tego uzyskiwał z tej racji poklask i zostawiano go w spokoju. Stworzony został idealne zło, które mogło kłamać mówiąc zgodnie ze swoją prawdą na cudzy rachunek. To idealne zło samo mogło mieć pretensje do tych, którzy je stworzyli – bowiem on nie prosił o to – a było to efektem nieuzasadnionego nadawania imion i chrztu w ogóle na etapie bycia niemowlęciem.