Mechanizm „reprezentacji”. Czy Bóg jest chujem? I czy takiego chuja (którego nie ma) można oszukać?

Znany z „ustawień systemowych” mechanizm reprezentacji – tj. że jeśli ma się coś dzięki komuś, a się go nie szanuje/nie uznaje, to ktoś z najbliższych będzie musiał reprezentować. Wydaje się sensowne, że prawda musi wyjść na wierzch, musi być zawsze widoczna. Bo i dlaczego miałoby tak być, że mając coś dzięki komuś można bezkarnie czerpać z tego korzyści i miałoby dać się całkowicie zapomnieć o tych dzięki którym się to ma. I to prawdopodobnie nie jest tak, że konkretnie tych ludzi dzięki którym się coś ma będzie się „odbijać” u siebie, ale o to, że system – niby korzystający – będzie musiał wziąć na siebie konflikt/wzorzec konfliktu który tamten ktoś – dzięki któremu się coś ma – znosił.

Z perspektywy jednakże kogoś, komu wmówiono, że jest istotą bez grzechu, bo jakiś J.C. wziął na siebie jego grzech, a jednocześnie z taki który ma grzech przez sam fakt, że się dał ochrzcić, może się wydawać, że to wszystko jest niesprawiedliwe.

Dlaczego Bóg jeśli jest taki miłujący nie wyskoczy na przykład z telewizora lub smartfonu i nie powie tego konkretnie co i jak, co należy zrozumieć, co naprawić i jak konflikt rozwiązać? Dlaczego taki kochający Bóg znęca się nad ludźmi bawiąc się w ciuciubabkę? – iż dopiero trzeba iść do jakiegoś szarlatana, aby o podstawowych mechanizmach i logikach się dowiedzieć.

Od wielu pokoleń Bóg prawdopodobnie jaki się jako ktoś kto zsyła zemstę, potępia za złe zachowanie, a nie jako ktoś kto spokojnie i rzeczowo tłumaczy jak żyć. Energia ludności w „pielęgnowaniu” duchowości koncentruje się na tym jak ustrzec się od jakiego zła – najpewniej kary za grzechy – albo wybłagać sobie jakieś łaski czy korzyści.

Diagnoza na dzień dzisiejszy jest taka, że największa organizacja związana z duchowością – Kościół Katolicki – nie jest miejscem do rozumowego poznania prawd, zasad rządzących wszechświatem – a więc także i logiki według której następuje kara boska; za to jest miejscem klepania paciorków, marysiek w niewiadomego powodu i w niewiadomym celu.

Bóg w wizjach ludności wierzących w jakiego Boga logiczne, że jaki się jako ktoś kto bez sensu a tylko podług własnego widzimisię rozdaje lub zabiera, bez żadnej w tym logiki. Dlaczego jeśli taka logika jest nikt lub mało kto tę logikę chciałby poznać? Czy jest obawa, że spotkać się to może z gniewem jakiegoś boga za próbowanie dojścia do logiki jaką się jakiś on posługuje?

Skoro nigdy nie było żadnego boga, to czym jest ten bóg w którego tylu wiernych wierzy? I czy można z nim wygrać i tak naprawdę w kim wygrałoby się wygrywając z bogiem którego nie ma?

Albo na jakiej zasadzie występuje strach przed bogiem którego faktycznie nie ma? – przed czym faktycznie jest to strach?

A co gdyby zacząć bawić się w złego boga który potępia i w dobrego jego syna który ratuje? Czy nie byłaby to fajna gra?

Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *