Czy inkarnacja na której zrozumiało się dużo może być tak samo wartościowa jak ta na której było po prostu miło?

Innymi słowy – czy jest jakieś uwarunkowanie przez które należałoby się spinać i wspinać a nie po prostu dać sobie na luz, odpuścić… ?

Czy jest jakaś określona liczba inkarnacji po których mityczna dusza, jeśli nie dostąpi samorealizacji to przepada, umiera, rozpada się?

Albo czy jest jakaś określona liczna inkarnacji, przy których należałoby zmienić stopień rozwoju, samoświadomości, zdobyć określoną liczbę punktów na drodze do samorealizacji, że jeśli się tego nie osiągnie, to ponosi się jakieś konsekwencje – niezbyt przyjemne – w postaci nieprzyjemnych, brutalnych inkarnacji w postaci przymusowego uczenia się…?

Innymi słowy – czy jest sens kogokolwiek poganiać lub czy jest sens być poganianym?

Czy system w ramach którego się doświadcza jest nastawiony na rozwój, czy jemu jest to obojętne?

Czy jest to obojętne wyższej inteligencji – niż tej do której się ma dostęp tymczasowo? Czy ta wyższa inteligencja dała jakikolwiek wybór niższej inteligencji czy się rozwijać czy sobie odpuścić?

A może czas nie istnieje, więc czasu jest nadto i nie trzeba się nigdzie spieszyć? A może ci którzy sobie odpuszczą poniosą konsekwencje, bo co się nie rozwija, to się zwija?

A może ci co się nie rozwijają wspierają innych w rozwoju i dzięki nim ci którzy się rozwijają się mogą rozwijać, a że wszystko jest połączone jakoś, to nie trzeba się przejmować, bo wszystko się jakoś wyrówna? – więc na przykład – kto chce się rozwijać, ten się będzie rozwijać, a jak już będzie rozwinięty, to będzie rozwijał tych którym nie chciało się rozwijać, bo już będzie tak dobry i kochający, że nie będzie widział innego sensu i celu? A może jak ten co się bardzo rozwijał po swoim wielkim rozwinięciu zrozumie, że to co się zadziało jest kompletne i może tak zostać, bo nie ma żadnej mety, do której trzeba dotrzeć? A może meta jest, ale ten kto się rozwijał i dotarł do mety osiągnął tą metę za karę, bo uwierzył w banialuki, że trzeba się gdzieś spieszyć? A może ten kto dotarł do mety mógłby się cieszyć już na tej mecie, ale on albo inni chcą, aby pociągnął leniuchów za sobą, więc ten kto jest blisko mety ma dylemat co zrobić, bo nie chce do mety samemu ani nie chce też ciągnąć innych za friko i tak sobie czeka aż mu się coś wyklaruje? A może po mecie nie wiadomo co jest i z tego powodu też ten co jest blisko mety odmawia sobie prawo dojścia do tej mety? A może ten kto jest blisko mety myśli sobie, że jest tak blisko mety, żeby czemu ma nie pomóc innym w osiągnięciu mety – bo dobrym trzeba być…

A może błagania leniuchów którzy chcą, żeby ktoś kto się napracował oddał to, co sobie wypracował za darmo leniuchom są tak silne, a pracuś jest tak nierozgarnięty że jednak słucha tych leniuchów – bo podobno „dobro procentuje”?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *