Czy jest moment w rozwoju siebie, gdy nie trzeba już nikomu pomagać, bo gdyby ktoś taki chciał pomocy, to by poprosił… ?

Wielu pewnie mogłoby powiedzieć, że dobrym trzeba być i pomagać. Ale czy brak pomoc, brak reakcji na kogokolwiek kto jakkolwiek mógłby mieć trudny los, a dopiero ewentualna pomoc – gdy poprosi – nie jest dobrym rozwiązaniem?

Co w sytuacji gdy ktoś uległ wypadkowi i nie potrafi poprosić, bo na przykład jest nieprzytomny?

Co w sytuacji, gdy ktoś kto mógłby oczekiwać pomocy jest dużo młodszy, a obserwatorzy zajścia – którzy mogliby pomóc są dojrzalsi. Czy od takiego młodszego też należałoby oczekiwać wyraźnego poproszenia, aby się angażować w pomoc mu? A może w przypadku takiego młodszego szczególnie należałoby nie pomagać, bo nie został jeszcze tak zniszczony nadopiekuńczością…? – więc postawa neutralna, czekanie aż poprosi – jak najbardziej wskazana?! – może w takim komu nie pomaga się

Można mieć przekonanie, że pomagać trzeba. Ale czym jest zatem sytuacja, kiedy ktoś pomaga, ale nie proszony o to? Czy może być tak, że pomagającemu bardziej zależy na tym, żeby innym pomagać niż ci inni sami oczekują jakiejkolwiek pomocy od niego? Czy może być tak, że ten kto pomaga nie proszony – czuć, aż zaciąga swoją nieakceptacją siebie swoich słuchaczy – oni poświęcają się dla niego słuchając go dalej, kibicują. Może lepiej zająć się sobą? – Ale co to znaczy?

Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *