Gdy rodzic co siebie nienawidzi ma dziecko

W normalnej rzeczywistości dzieci są też po to, aby ujawnić ukrywaną przez rodziców prawdę. A co jeśli rodzice są sprytniejsi niż rzeczywistość w której przyszło żyć? – Czy mogą ukryć swoje niekochanie siebie tak, aby rodzic się odciążył, a dziecko niosło ten niechciany bagaż sobą? Jak to zrobić?

Podstawowy parametr którym można manipulować i bagaż który noworodek później sobą niesie to imię/imiona.

W normalnej rzeczywistości powinno być tak, że potomek dostaje imię na kilka/kilkanaści dni po narodzinach, tylko w odpowiednim wieku, aby mógł to imię zrozumieć i wiedzieć co się z nim łączy, jaka to misja, jaka relacja z matriksem.

Imię/nazwa powinna być nadawane przy jakiejś radzie starszych, aby wykluczyć, że imię to nadawane jest, aby zrobić jakiś numer – np. wpędzieć dziecko w coś czego ani ono, ani rodzice, ani nikt nie będzie rozumiał. Jeśli potomek będzie utożsamiał się z czymś – imieniem – czego/którego nie rozumie, to będzie to powodowało zazwyczaj autyzm. Potomek powinien mieć wytłumaczone dlaczego takie imię nie na zasadzie – że tak się podoba, ale uzasadnione przykładowo poprzez to jakich jakości w rodzie brakuje i jakie tym imieniem miałyby i jakościami z nim skojarzonymi miałby ten kto to imię będzie nosić by uzupełniał. Inaczej takie imię/nazwa może stać się przedmiotem handlu rodzinnego lub/i międzypokoleniowego na zasadzie „bo takue chciał dziadek, babcia, wujek, ciocia” albo „bo taki było imię pierwszej miłości mamy, taty”. Nie wiedzenie kim się jest może służyć tylko postawom autoagresywnym.

Gdyby nawet takie imiona jakie są przy rejestracji/ew. chrzcie były nadawane w wieku późniejszym potomka, np w wieku 6 lub 7 lat, to byłoby i tak znacznie lepiej, bowiem nie byłoby okresu, kiedy dziecko jest nosicielem imienia, a jest totalnie zależne i nie jest w stanie odbić najmniejszych sprzeczności i idiotyzmów, które się na nie nakłada poprzez właśnie imię/imiona. Takiej już pewnej samokontroli możnaby było oczekiwać od dziecka już w wieku 4 lat, gdzie nie dałoby sobie wmówić czegokolwiek. Jeśli rodzice nienawidzili siebie, to mogliby odbić swoją nienawiść i zakumulować ją w postaci skandalicznego imienia dla dziecka. – Takie skandaliczne imię/nazwa powodowałoby zamknięcie się dziecka w szklanej bańce niezrozumienia – kontakt z takim dzieckiem utrudniony, a więc aby taki kontakt jednak nawiązać zachowania pedofilskie będą bardzo częste – wręcz przybiorą formę normy, bo „przecież inaczej się z tym dzieckiem nie dało”.

Czy autoagresja może być chciana lub pożądana i może być sprytnym sposobem „na życie” ? Innymi słowami – czy śmierć może być sposobem na życie? Żydzi i wtórujący im Polacy pokazują, że jednak tak. Struktury życia mogą wykazywać niechęć do wszelkich inności, śmierć jest otwarta na wszystko, przyjmie wszystko, cieszy się wszystkim co można rozłożyć na kawałki, a tego brakować raczej nigdy nie będzie. Lecz jaka może być tego cena/koszt? Na przykład stulejka, z którą Żydzi radzą sobie poprzez religijne/doktrynalne uzasadnione tradycją obrzezanie jakoby miało jakiś inny charakter niż ratowanie przed tym. Amerykanie i inni ubierają to w ideologię higieny. Dlaczego „obrzezanie” nie jest normalne? Dlatego, że w kształcie zakodowana jest informacja i nie każdy gotowy jest taką informację przyjąć, więc dlatego tam gdzie kształt-informacja mogłaby powodować zadużycie poprzez przerwanie czyichś granic, tam natura naturalnie powoduje powstawanie owłosienia lub wznieca uczucie wstydu lub strachu przez które dochodzi do zakrycia tej części ciała. Naturalnie napletek stanowi taką właśnie naturalną ochronę przed przebiciem granic. Skandowanie świata akademickiego, który nie rozumie, nie dopuszcza do siebie tego, że energia jest związa z informacją i z kształtem powoduje, że taka argumentacja – o przeprowadzanym zwyrodnialstwie na naturze nie mieści się w ich tępych główkach może zostać zanegowana i odrzucona.

Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *