Czy najbardziej rozwinięci potrzebują bogactw?

Wydawać by się mogło, że im ktoś bardziej rozwinięty tym potrzebuje mniej, bo może lu i chodzić boso, bo każde miejsce w którym się znajdzie jest dla niego właściwe, więc po co się w ogóle gdziekolwiek ryszać? Dla takiego kogoś wszystko co potrzebne znajdzie sobie czas i sposób, aby zaistnieć w jego rzeczywistości. Taki ktoś może podróżować w myślach, świadomie śnić, więc nie potrzebuje samolotu ani samochodu. Sam Stwórca prawdopodobnie siedzi sobie w Niebie i śni sobie różne historie – życia ludzi – którzy te sny odbierają jako swoje życia.

Kot, pies, myszka, chrabąszcz również nie potrzebują wiele – a ich bytowanie podobne może być do bytowania mistrza uwolnionego od ziemskich potrzeb.

Ale dlaczego uwalnianie się od ludzkich potrzeb miałoby być czymś korzystnym? Bo nie można ich mieć? A co byłoby gdyby zamiast uwalniać się od pragnień, chęci móc przekonać się, że się tych rzeczy aż tak bardzo nie potrzebuje poprzez wypełnianie tych rzeczy.

Jeśli chcę się mieć pałac, willę z basenem, poszpanować, popanować, to dlaczego się od tych pragnień, chęci uwalniać, a nie wypełniać je?

A co jeśli to weszło się w taki stan, że to czego się chce, to remedium na to, czego nie można mieć? Chce się czegoś, ale nie można tego mieć (dlaczego) więc pojawia się ból – ten ból trzeba zajeść, zapić, aby nie było tak źle i aby mieć choć cokolwiek z tego życia. Jakoś nie można było pozwolić sobie na to, aby mieć to czego się chce, ale nieponieważ nie można tego mieć, to można pozwolić sobie na to, żeby na bogato zajeść i zapić lub inaczej zrekompensować sobie pierwotne braki, odmawianie sobie tego, czego się naprawdę chce. Czy to nie życie w odbiciu?

A co gdyby tak można było mieć to czego się chce? Co by było gdyby być kimś takim zamiast być kimś kto nie może mieć tego czego chce? Jaka jest różnica między takimi osobami? Kto byłby zły gdyby tych dwóch ktosi było tak naprawdę jednym ktosiem? Dla kogo odmawia się sobie prawa to tego, aby tych dwóch – ten który sobie odmawia i ten który sobie nie odmawia – byli tym samym kimś kto nie różni się w żaden sposób od siebie. Albo jak stać się tym, kto odmawia sobie, ale wie że to robi i dlatego odmawia sobie w pełni świadomie? Czym różniłby się ktoś kto odmawia sobie w pełni świadomie od tego, kto odmawia sobie ale nie w pełni świadomie? Kto korzysta na tym, że tych dwu to nie jeden ktoś?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *