Po co człowieki piszą „książki”?

WPIS ROBOCZY…

I kto tak naprawdę jest tym „książkiem”?

Z góry teza jest taka, że „książki” piszą niespełnieni księciunie, księżęta, księciunie, księżne – niespełnienie, bo w świecie chrześcijańsko-akadmickim nie ma jak przejawić swoich jakości, więc pozostaje pisanie „książek” – dając jednocześnie znać o sobie, że się jest tym książkiem – czyli z nutą niepowagi, może pogardliwości. „Książki” wyglądają na propagację nieświadomości a sama chęć ich pisania wynika z niespełnienia, z nierozumności, z ułomności. Jeśli ktoś ma jakąś ciekawą wiedzę, to dlaczego nie zorganizuje jakiejś szkoły w której nie tyle mógłby przekazać tę wiedzę, ale miałby także kontakt z żywym człowiekiem. A tak siedzi sobie ktoś sam na pustkowiu, zmaga się, pisze, a potem wyrzuca to w postaci iluś egzemplarzy; Żywego człowieka może nie widzieć podczas tego procesu.

„Książki” częstokroć sprawiają wrażenie, że ktoś chce coś ukryć, są jakoby pisane/robione z musu, są jakby zamknięciem tej wiedzy, po to też, żeby komuś było miło, że postawił sobie te książki na półki, ale niekoniecznie do nich zajrzał. „Autor” nie ma interesu w tym, żeby te książki ktoś czytał. Książki działają nieco jak tuba nieświadomości, tj. autor piszę ją, żeby „sprzedać” coś w ograniczonej liczbie egzemplarzy, ale tego tak całkiem nie wypuścić.

Ciekawy jest też korzystny-niekorzystny proces wzajemnego zblokowania się między autorem i wydawnictwem. Autor może umówić się na określoną liczbę egzemplarzy, następnie po wyczerpaniu nakładu wydawnictwo nie może wznowić nakładu bez uzgodnienia z autorem, a autor też nie wydawnictwa niekoniecznie może coś zrobić, bo jeśli tekst przeszedł korektę albo był w ogóle pisanym na zamówienie wydawnictwa, to autor taki jest zblokowany.

Duża strata wynika też z tego, że nie za bardzo możliwe w tych okolicznościach jest wspólne omawianie danych treści książkowych – dawałoby to dobry efekt w postaci pewnej synergii, czego odwrotnością jest to, że inaczej człowiek wchodzi w relację 1-1 z książką i wiele doba – rozpropagowania wiedzy/świadomosci, które mogłoby się zadziać nie zadziewa się.

Jeśli ktoś mówi – napisz z tego książkę, to tak jakby mówił – nie zrób z tego użytku/rozwoju, tylko zamknij tę treść.

Pisanie treści na darmowym blogu może być jednak jeszcze bardziej zamykające. Bowiem, jeśli czytelnik nie zapłaci – tj. nie da czegoś z siebie, to może mieć trudność w przyjęciu tychże treści – może to go nawet odpychać. Ponadto sam fakt, że książka przejdzie przez proces dystrybucji i znajdzie się na wielu półkach sklepowych/księgarniowych rozsławić, może tę pozycję.

Książki wyglądają na wynikające z blokad seksualnych – są jak odgrodzenie góry człowieka od dołu. Sam fakt tego odcięcia wynikać może z „przesunięcia kwantowego” wynikającego z druku maszynowego i ścięcia odpowiedzialności. Drukarz drukuje co mu dają i może się śmiało wykpić od odpowiedzialności twierdząc, że on dostał gotowe szablon i tylko to powielał – nie zaglądał, nie szyczytał. Sytuacją normalną byłoby gdyby każda jedna książka była przepisywana ręcznie. Już podczas samego przepisywania ten kto przepisuje mógby zrozumieć dogłębniej treści zawarte i może na przykład nie mógłby dalej tego robić, bo odkryłby że to jakieś oszustwo. A drukarka/drukarnia przyjmie wszystko.

Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *