Dlaczego Spowiedź Św. jest zaprzeczeniem miłości do siebie

Nie można kochać siebie jednocześnie się osądzając w kategoriach jakiegoś dobra lub zła. Miłość do siebie, odzyskiwanie siebie jest ściśle związane z wyjściem postrzegania dobra i zła i rozpatrywaniem siebie wobec tychże. Spowiedź Św. bazuje na osądzaniu siebie i zabiera ten ciężar z barków osądzającego się, ale nie na tym powinna polegać rola kapłana, ale na tym, żeby dostrzec pozytywne aspekty tego co wcześniej się w sobie osądzało jako złe. W ten sposób częściowo lub w całości rozwiązuje się dany wzorzec. To co pozostaje po rozpadnięciu się wzorca to pozwalanie. Po wyjściu z dobra i zła po prostu przestaje się chcieć robić rzeczy które nie służą jakomś sensownym korzyściom – i następnie to dobro i zło można rozpatrywać w kategoriach czy coś służy jakiemuś sensownemu celowi czy jemu nie służy, ale nie ma tu już miejsca na twardy osąd czyli zaprzeczanie, że coś powinno lub nie powinno być, mieć miejsce. Zaprzeczanie czemukolwiek, nawet że ktoś kogoś zabił, zestrzelił samolot z prezydentem, spuścił bombę atomową jest osądzaniem samego Stwórcy i tego że ten Stórca wyraża się poprzez tych bandytów i jest w szczególności kwestionowaniem wszechwładzy Stwórcy, który !!jednak!!, jakby nie patrzeć, musiał się na te „złe” występki zgodzić. Kto wie czy dysharmonia i głupota na planecie Ziemia nie była tak duża, że tylko jakiś duży zamach mógł przywrócić spójność sytuacji w szerszym aspekcie ocalając znacznie większą liczbę żyć niż gdyby ten zamach nie wystąpił?

Jeśli ktoś na Spowiedzi Św. tłumaczy się że nie szanował przodków/rodziców, to dlaczego nie doszukać się w tym nieszanowaniu szczytnych pobudek nieakceptowania patologii, zamiast osądzać się i być osądzanym za to, że się ich i ich patologii i zwyrodnialstwa nie akceptuje?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *