Bycie szczytnym ale tylko w grze zaprzeczania sobie – Andrzej

Jest coś fascynującego w imieniu Andrzej. Otóż wszyscy jakich znam dotykają się tematów bardzo wysokich a jednocześnie trzymają się pewnej iluzji jak swojego chleba, a raczej ognia który ich zasila i za nic nie opuszczą tej swojej iluzji, bo musieliby zniknąć wraz ze swoją Andrzejowatością. Mówić do kogoś Andrzeju to bardziej niż mówić do kogoś Ekscelencjo, a jednak to się dzieje i przechodzi to niezauważalnie przez chyba prawie wszystkich. [976]

Dotyczy to także wszystkich którzy zaczynają się na literki „An” jak Anna, lub Anders, ale też podobne jak Aleksander, Aleksandra, Alicja itp. Anders (Hejsberg) to „imię” jednego z najbardziej znanych twórców języków programowania Pascal/Delphi i C# oraz nazwisko „bohatera” na którym to bohaterze „stoi” a raczej odbija się cała Polska – Władysław-a Andres-a. [800]

Andrzej i podobne wyglądają na pewien zakład – „nie będę mieć kontaktu ze sobą, ale będę traktować jakiś fikcyjny-wirtualny świat jako coś normalnego, tak że sam Andrzej ani inni nie poznają się na tym, że to jakaś gra. Andrzej doklei się do tego wirtualnego świata i będę żyć w tym świecie – nie przy ojcu ale przy matce. [989]

Andrzej to obrona przed autyzmem polegająca na tym, że ten kto miałby mieć ten autyzm zapomina siebie prawdziwego i oddaje się bez reszty światu wirtualnemu, nie zapominając co jest rzeczywistością. Dlatego Andrzeje mogą osiągać bardzo wiele w tych fikcyjnych światach, bo są cały czas w gorączce działania i niespełnienia, cały czas są w dążeniu do czegoś. Nazwa Andrzej jest nadawana dzieciom, których destynacją jest zostać przy matce – morderczej matce, matce która nie szanuje męskiego. Jest formą zalegalizowanej ucieczki przed tą matką. Powie się mu, żeby spierdalał, a on zrobi z tego taniec – i będzie się przy tym dobrze bawił. Andrzej lubi się bawić i tą zabawę poprzez taką nazwę z którą się utożsami dostanie. [856]

Życie Andrzeja jest podobne do życia prostytutki, która tak mocno rozkłada nogi, że zapomina, że można mieć je jedna obok drugiej, zapomina że można inaczej – normalnie. Bo nie wiadomo też czym ta normalność jest, skoro całe życia dzieje się w fikcji. To życie jak w filmie. [1000]

Przy Andrzeju objawiają się prawa najwyższe i ostateczne – gdzieś w okolicach tego gdzie rozdziela się osąd na Dobro i Zło, gdzie rozdziela się energia Męska względem Żeńskiej – gdzie wyłania się ona z Jedni.

Andrzeja jego tata nie będzie chciał uznać, co najwyżej może go „akceptować”, znosić. Tata a raczej może Ojciec Andrzeja będzie wolał syna wykluczyć, ale będzie znosił go poprzez odbicie. Mechanizm znany z Ustawień Systemowych, gdy jakieś członek rodziny zostaje wykluczony – ktoś będzie musiał go reprezentować. Wykluczenia generalnie są niemile widziane, ale tu wygląda to na celowe zastosowanie służące czemuś. Czemu sam Ojciec nie miałby go reprezentować, przecież Ojciec i syn to prawie jedno. Plan jest genialny. Wówczas taki syn pochwycony przez Świat – Matkę mógłby wszystko lub prawie wszystko, a Ojciec by sobie go reprezentował i niejako rekompensował brak syna poprzez bycie (reprezentowanie) go samego. Problem w tym, że taki Syn – Andrzej nie będzie miał dostępu do siebie, czyli do swojego Rodu, bo będzie z niego wykluczony, choć może być pewnie i tak, że jeśli Syn złapie się czegoś mocniejszego, to z tego Rodu wywali Ojca. A co jeśli syn postanowi oddzielić się od rodu za założyć własny ród na innych – lepszych wartościach i nowym paradygmacie? – i jemu to wykluczenie będzie na rękę? A co jeśli Ojciec celowo wykluczył syna, bo chciał, żeby syn stworzył sam nową jakość? A co jeśli nie chciał go wykluczać, tylko tak mu wyszło, bo ojciec sam nie miał kontaktu ze sobą?

A co jeśli obydwaj Ojciec i Syn mają na imię Andrzej? Dwóch Andrzejów nie jest w stanie być obok siebie na równie – no chyba że gdzieś w wirtualnej rzeczywistości. Jeśli dwóch Andrzejów znajdzie się w prawdziwej rzeczywistości jeden obok drugiego, to jeden z nich zacznie szaleć będzie chciał wykluczyć lub zdominować drugiego. Bo to tak jakby światło zaczęło odbijać się między jednym lustrem/zwierciadłem a drugim i nigdy nie znalazło ujścia. Zastanówmy co by było gdyby jakichś dwóch Andrzejów z jednego domu/rodu postanowiło przetestować wytrzymałość rejestru PESEL i ustawić sobie tam obaj imiona ANDRZEJ. Ktoś był taki zacny że postanowił spisywać „ludność” w jeden płaski rejestr – no to zobaczymy ile on wytrzyma!

Dlaczego zabawa w Andrzeja jest możliwa? Bo dziecko niesie się od razu do chrztu lub urzędu i tam zostaje ono opieczętowane z tymi dziwnymi imionami. Ilu rodzicó postanawia sprawdzić – „tacy silni/mocni? to sprawdzimy ile wytrzymają!” I ustawiają imiona/nazwy takie, że ktoś normalny by się za łep złapał. Nikt nie weryfikuje debilności imion, dwu imion, jednego imienia wobec drugiego i tego wszystkiego jeszcze względem nazwiska. Nazwiska, Imiona stały się tak jakby etykietką, która można sobie zmienić. Przyczyna dla którego tak jest, to bezprawność i to że w związku z tym, jak ktoś chce pozostać przy zdrowych zmysłach to musi mieć wyjebane- jeśli nie potrafi inaczej. I tak cały kościół w PL ma wyjebane tak naprawdę na ten cały Watykan – oni to przyjęli z musu – więc akceptują wszystko. Urzędasy też mają wyjebane, więc akceptują wszystko. Co dziwniejsze tym lepiej, bo tym będzie jaśniejsze i zrozumialsze że ma się wyjebane. Kto pokutuje za to? Dzieci- zstępni, którzy dostali imiona, na znak, że rodzice mieli wyjebane, bo kościół i urząd i tak ich przygarnie. Kościół przygarnie bo dlaczego miałby tego nie zrobić, a urząd także z tym względem, że w urzędzie jest się głównie numerem PESEL, więc to tak naprawdę nieważne jak się kto nazywa, bo ustrój urzędowy nie pilnuje już porządku, tylko jest ustrojem ostracystyczno – oprawczo – rygorystycznym, który jak będzie potrzebował tego konkretnego numery PESEL, to sobie go znajdzie. Oczywiście nazwy imiona nigdy nie przestały się liczyć i tym właśnie zuchwali mogą nadal grać. Ktoś taki silny?, to sprawdzimy ile zniesie.

Najchętniej rozdaje się to co nie jest swoje, bo odpowiedzialność za to ponosi kto inny. Najlepiej jakby rozdawać dobra jakiegoś oprawcy, ciemiężyciela, zaborcy – wtedy można to robić nie tylko z czystym sumieniem, ale i ogromną satysfakcją. Ruscy wpisali wszystkich w PESEL? No to dojebiemy im – niech dźwigają nasze absurdy! A absurdy to konflikty! Ruscy jakby byli mądrzy to by powiedzieli „my wam ten PESEL zwracamy, oddajemy, zrzekamy się” ale oni nie chcą, bo mimo że PRL już niby minął, to nadal stery są w rękach Ruskich, Polaki myślą, czemu mamy brać PESEL i choć zmienić tego nazwę jak Ruscy to taka potęga, więc dobrze mieć takiego sojusznika, na którego mówi się że jest wrogiem! Zabawa w najlepsze, a zabawa w Polsce liczy się najbardziej, bo nic innego nie ma!

Wiemy już, że Andrzej jest trudnym graczem, bo dla Andrzeja wygrać może oznaczać przegrać, a przegrać wygrać. Andrzej prawdopodobnie nie przegrywa nigdy, bo Andrzej zawsze znajdzie sposób.

Andrzej posługuje się – nieświadomie – ale posługuje się, że on wie kim jest, więc może być kimś innym niż jest, bo czemu nie. Andrzej może myśleć, że wszyscy jesteśmy jednym, więc jeśli ktokolwiek wygra to on zawsze jest wygrany, bo zawsze będzie którąś z tych osób. Innymi słowy Andrzej zawsze znajdzie uzasadnienie i sposób, aby podtrzymać swój dobrostan. Czyż to nie piękne? Niezależnie jakie złe okoliczności spotkają Andrzeja, to on zawsze znajdzie sposób, żeby z tego wybrnąć. Dlaczego? Może dlatego, że Andrzej celowo ściąga to zło na siebie, bo to go bawi. To że Andrzej nie chciałby ściągać tego zła na siebie, nie zmienia faktu, że Andrzej traktuje to ściąganie na siebie zła jak zabawę, a jak wspomniano wcześniej Andrzej zatraca się w tej zabawie udawania kogoś innego, więc on on tym nie wie, że mógłby być kimś innym – kimś kto nie ściąga na siebie tego zła. To jak oprawca i ofiara w jednym.

Andrzej, ponieważ prowadzi cały czas grę, nie przegra na serio, bo to tylko gra. Nie wiadomo co musiałoby się stać, aby Andrzej przegrał naprawdę – prawdopodobnie musiałby umrzeć. Po tym można się domyślać, że Andrzej rozgrywa swoje życie jako grę na jakiejś niewidzialnej granicy między życiem a śmiercią i nie można odebrać Andrzejowi tego, że ma rację

Wyobraźmy sobie kogoś – Andrzeja – kto mówi do do znajomej koleżanki – „bardzo mi się podobasz, ale na pewno mnie nie zechcesz, bo jestem taki dziwny. I za to cię szanuję.” To prawie jak ktoś zbierający datki na jakiś durny cel „zbieram na chore konie. nie dasz? masz rację, bo po co marnować pieniądze!”. Andrzej przyznaje rację nie sobie tylko drugiej stronie. Tylko dlaczego Andrzej to robi? Sensowny powód to taki, że Andrzej nie może znieść tego kim naprawdę jest i wybiera nie kontaktować się ze sobą. Może Andrzej za dużo w życiu stracił, przepuścił okazji które już się nie powtórzą, przegrał młodość, źle się ożenił. Może Andrzej nie ma najmniejszej ochoty wracać i kontaktować się z tym co stracone, opłakiwać tego, bo to może być naprawdę ciężkie, a może niemożliwe do przeżycia, albo takim się tylko wydawać. Może lepiej nadal żyć w filmie i mieć wesołe, może niezbyt spełnione i szczęśliwe życie, ale jednak może ciekawe. Może być też tak, że Andrzej sam nie odgrodził się od siebie, ale nastąpiła jakaś nowa epoka i coś zostało przykryte, nie przez samego Andrzeja – może przez jego zaniechania, nie reagowanie – ale nie przez jego celowe działania. Może Andrzej chciał, ale nie mógł, nie był w stanie. A może Andrzej chciałby przestać być Andrzejem, ale słyszy doping „Andrzej, Andrzej”, ma jako Andrzej uznanie, którego nie miał wcześniej, a Andrzej zawsze tego chciał, żeby czuć się dobrze z sobą, nawet jeśli to jest nieprawdziwy on, tylko rola którą odgrywa.

Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *