Związek między zblokowana seksualnością a pisaniem książek

Z logicznego punktu widzenia mogłoby wynikać, że jeśli ktoś ma jakąś wiedzę do przekazania, to mógłby po prostu nagrać filmik i go zamieścić na popularnym portalu. Bywa, że ludzie nie chcą przyswoić jakiejś treści jeśli nie są w stanie odwzajemnić się „energetycznie” więc na filmiku mogłaby być informacja, że należy się odwzajemnić + numer konta. To by chyba rozwiązywało sprawę.

Dlaczego autorzy piszą „książki” zamiast po prosty powiedzieć to co mają do powiedzenia? Jest to jakiś reglamentowania treści – kontroli przepływu. Egzemplarz książki nie jest na tyle kosztowny cenowo, żeby chciało się go zwielokrotniać, a nawet jeśli byłby w postaci e-wydania, to także nie wydaje się w dzisiejszych czasach, żeby ta kontrola przepływu cena=1 egzemplarz miała zostać zachwiana. Więc to jest argument – jest uczciwość – coś za coś i jest do tego coś fizycznego co można postawić na półkę albo spalić w piecu.

Doszukałbym się jednak w całym tym książkopisarstwie podwójnego dna. Otóż mam podejrzenie, że książka jest czymś w rodzaju interfejsu między górną a dolną częścią ciała.

Co to jest w ogóle książka? I czym różni się książka od egzemplarza książki? Co to znaczy napisać książkę i kiedy brudnopis/notatnik staje się książką.

Jest jeszcze element układanki w postaci Wydawnictwa i pisania książek niejako na zamówienie dla Wydawnictwa (a nie dla ludzi).

Wydaje się że nazwa książką i księga wzięła się z czasów kiedy nie było jeszcze druku maszynowego i w związku z tym owe księgi był pisane ręcznie. W księgach tych był wyraźny ślad człowieka w postaci jego żywego pisma. Żywe pismo od druku różni się tym, że żywe pismo najpewniej nie pozwoli, żeby pisać kłamstwa. Gdyby miał takie pisać to jakaś siła zewnętrzna spowodowałaby że wylałby się kałamarz, złamała stalówka, a w ogóle taki pisarz nie zebrałby weny i nie znalazłby ochoty na pisanie lub przepisywanie takiego/jakiegoś tekstu. Dziś komputerek i klawiaturka przyjmą wszystko – wystarczy tylko wystukać i wcisnąć Wyślij lub Drukuj. Samemu nie trzeba dzieła dopracowywać, bo od tego są korektorzy. Są też tłumacze/przekładający i na samym przekładzie potrafi być utracone 40% przekazu mimo że zdań tekstu będzie po przełożeniu tyle samo. Autor oryginału w ogóle nie sprawdza poprawności tłumaczenia, bo nie ma jak, bo nie posługuje się tym językiem.

Wydaje się, że słowo książka było związane z tym że owe dzieło jest żywe i prawdziwe. Ta jakość nie jest spełniona w dzisiejszych czasach przy masowym druku w półautomatycznych drukarniach. Może gdyby drukarz przeglądał każdy arkusz wydruku, dawał w ten proces serce, do tego znał osobiście autora i podpisał się również na egzemplarzach, to taki egzemplarz książki byłby żywy i prawdziwy. Może.

Skoro więc słowo książka pozostało a druk jest tylko maszynowy, to naturalnie wystąpi proces ośmieszania czcigodności zjawiska, które czcigodne nie jest, bo w ten sposób system się uszczelnia. I stąd biorą się hieny, które naskrobały jakiś poradnik i nazywany jest on książką. Energię niezbędną do zrobienia tego uzyskały nie z tego, że miały coś ciekawego do przekazaniu innym, ale z tego właśnie żeby ośmieszyć zjawisko książki. I trudno też nie przyznać im racji z dobrze wykonanej roboty, bo gdyby jej nie przyznać, to kwestionowałoby się w ten sposób naturalne procesy występujące w naturze.

Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *