Mieszkanie z rodzicami

Ktoś kto mieszka pod jednym dachem z rodzicami może być postrzegany jako ktoś dobry – kto opiekuje się swoimi rodzicami lub jako ktoś nie uwolnił się od rodziców lub którego rodzice nie uwolnili od siebie. W jednym przypadku może być to uznane za czcigodne a w innym przypadku może być uznane smutne, żałosne i być obiektem drwin.

Ma x lat i jeszcze mieszka z rodzicami – czyli nie wziął sprawy swojego życia w swoje ręce. Wygląda to na dobry powód do obśmiania się z kogoś – lub obśmiania się z samego siebie i swojego nie rozumienia tego co jest. Bowiem jest to co jest i nie ma się z czego śmiać, choć z innej strony jeśli jest się z czego śmiać i ten śmiech jest, to także jest to co jest.

Sam fakt że może być jakikolwiek problem lub też śmiech z faktu zamieszkiwania z rodzicami wskazuje na jakieś zwyrodnienie funkcjonalne. Ciężar tego problemu i tego zwyrodnienia wydaje się być przerzucany na najmłodszych z racji tego że powinni mieć werwę do wyrwania się z rodzinnego ogniska.

Załóżmy że różnica wieku między pociechą a rodzicem wynosi 30lat. Stosunek lat rodziców i zstępnych może wyglądać przykładowo

40 – 10, 50 – 20, 60 – 30, 70 – 40, 80 – 50, 90 – 60.

W której z tych okoliczności można by było założyć że jest coś nie tak z jednymi (rodzice) albo drugimi (zstępny). Do jakiegoś wieku można uznać że jest logiczne i właściwe, że zstępny mieszka z rodzicami, także gdy rodzic osiąga 70..80 lat można uznać, że może wymagać jakieś formy pomocy – opieki a co ważniejsze – że nie jest już na tyle żywotny że nie będzie tak wkurwiający i można go będzie jakoś uciszyć, zastraszyć, pokonać słowem. To wydaje się decydujące w ocenie z zewnątrz czy mieszkanie zstępnego z rodzicami jest OK czy nie jest.

Całe to rozumowanie ma pokazać i odsłonić patologię, zaburzenie i zwyrodnienie naturalnych porządków systemowych pewnych rodzin. Albowiem z góry zakłada się istnienie pewnej formy przemocy, zakłamania, nadużycia, fałszu – jako czegoś normalnego do czego tak się przyzwyczajono, że nie ma już nawet z czym walczyć. Tym zwyrodnieniem pewnie jest odwrócenie z przesunięciem – tj. rodzice nie dają tego co powinni swoich zstępnym, ale dług ten tym dzieciom spłacają dziadkowie tych dzieci za to, że nie mogli dać tego co powinni swoim dzieciom – a rodzicom owych zstępnych.

Zobacz też: Czy dziadkowie i babcie zwracają wnukom za brak miłości wobec swoich dzieci

Nie odosobnione jest myślenie, że dziadkowie byli dobrzy a rodzice byli źli. Ale to wizja osobowa – oderwana od logiki i naturalnych porządków systemowym. Jak bowiem można uznać dziadka za dobrego a rodzica za złego, skoro ten dziadek miał wiele lat na to, aby wychować swoje dziecko tak, aby był on dobrym rodzicem dla swoich wnuków. Poza tym byciem dobrym dziadkiem można też rozpoznać złego dziadka, który swoim nadprogramowym dawaniem zaburza naturalny porządek z jakimś coś powinno płynąć i to dobro można uznać tak samo za zło lub jakąś formę manipulowania przez dziadków swoimi dziećmi poprzez wpływanie i wikłanie ich dzieci – swoich wnuków. Robić się może z tego świąteczny bigos. Współczesność lubi odrywać człowieków od rodzin, rodów i widzieć ich jako poszczególne dzieci jedynego Boga, osoby, z numerem seryjnym np. PESEL.

Z głębszego punktu widzenia, może nawet energetycznego, poszczególny człowiek przedkłada w swoich poczynaniach swoją logikę i swoje dobro nad logikę systemu rodzinne. A z tego wynikać by mogło, że poszczególny człowiek w działaniach nie jest wcale poszczególnym człowiekiem a wyodrębnionym czymś jako jedno z wielu głów czegoś większego. Oznaczałoby to, że klasyfikowanie PESEL’em różnych głów różnych systemów rodzinnych jest jakimś może totalnym nonsensem a powód dla którego ktoś mógłby wpaść na tak dziki pomysł jest to, że ci ludzie, te głowy, te systemy rodzinne dały się wcześniej schwytać w coś, w jakiś prąd ideologiczny, który sprawił, że stracili oni/one swoją prawdziwą naturę.

Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *