Po co ludzie biorą śluby (i dlaczego od kogoś)?

Po co? Dwoje ludzi wpada sobie w oko i chce ze sobą być. Logika nakłaniałaby do myślenia, że skoro te dwa człowieki chcą ze sobą być to niech będą. Po co im ślub lub jakaś inna forma „formalizacji” związku/relacji. Po co? Czy ktoś z zewnątrz – jakaś instytucja musi dopiero taki związek stwierdzić – że jest, aby takie człowieki poczuły, że ich związek, ich miłość jest coś warta? Czy takie osoby muszą sobie coś przy kimś przyrzekać, bo inaczej ich słowa by nic nie znaczyły? O co chodzi?

Czy cała instytucja ślubu nie jest jakimś wielkim zaprzeczeniem miłości do siebie samego, poddaniem i oddaniem swojej woli – jako środka do decydowania o sobie?

Czy człowieki które nie wzięły żadnego instytucjonalnego ślubu a żyją ze sobą szczęśliwie i w miłości mogą czy nie mogą nazwać się małżeństwem? Czy w takiej sytuacji muszą nazywać się tylko aktualnie pogardliwym określeniem konkubinat, albo jako związek partnerski.

Skoro człowieki chcą brać śluby to widocznie musi być w tym jakiś benefit, bo inaczej by ich nie „brali” (od kogoś kto im je daje). Ślub widocznie wiele znaczy i prawdopodobnie na tym trzyma się Kościół Katolicki i inne kościoły. Skoro śluby i małżeństwa dają jakieś fory, plusy, benefity, to nic dziwnego że do wyścigu do prawo do „brania ślubów” dołączają homoseksualiści. Ale czy nie jest to tak naprawdę wyścig głupiego z głupszym o coś co nie tylko niczego nie daje ale wiele zabiera?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *